poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Gdy będziesz szczęśliwy, będziesz miał przyjaciół. Gdy czasy się zmienią, zostaniesz sam."

Jak to jest, kiedy traci się przyjaciela? Beznadziejnie. Czujesz pustkę - kiedy chcesz przekazać mu jakąś nowinę albo powiedzieć coś śmiesznego, bo tylko on to zrozumie. Bo mieliście swój własny język, którego nikt inny nie pojmie. I nagle ta osoba znika. I wiesz, że tego nie naprawicie, bo nie macie do siebie takiego zaufania, jak kiedyś. Bo już jest inaczej.
Teoretycznie powinno się wtedy docenić, zrozumieć, jak bardzo był dla ciebie ważny. Gorzej jeśli zdajesz sobie sprawę z tego, że nareszcie czujesz się wolny. Jesteś spokojniejszy bez tej osoby. I mam wrażenie, że wtedy jest się zarazem szczęśliwym, ale też smutnym. Znałeś go tyle lat, wiedziałeś o nim prawie wszystko, spędzałeś każdą chwilę, bo tego chciałeś. A teraz czujesz ulgę, kiedy straciliście kontakt.
W takim razie czy to była przyjaźń? Prawdziwy przyjaciel powinien być z tobą nie tylko wtedy, gdy jest u ciebie dobrze. Powinien być zawsze. A nawet tym bardziej w tych złych chwilach.

A Ty jak myślisz? Czy istnieje coś takiego jak prawdziwa czy fałszywa przyjaźń? Czy nie powinno być po prostu jedno określenie: PRZYJAŹŃ? Tak po prostu. Bo jeśli się ją traci, to nigdy tak naprawdę jej nie było.

Czekam na wasze przemyślenia i historie w komentarzach.


See ya!

środa, 15 marca 2017

Czym dla mnie jest miłość?

Czym dla mnie jest miłość? Czy okazujemy ją tylko wtedy, kiedy mówimy do bliskiej nam osoby kocham cię albo kiedy trzymamy ją za rękę? Czy związane są z nią jedynie dobre i radosne chwile? Ostatnio zrozumiałam, że miłość można dostrzec w każdym geście, w każdym słowie, w każdym spojrzeniu bliskiej osoby. W przytuleniu po złym dniu, w którym zdenerwowała mnie pani w urzędzie, zapomniałam naładować telefonu i do tego ochlapał mnie samochód w drodze na przystanek autobusowy. W przykryciu kocykiem, kiedy zasnę na łóżku podczas czytania książki. W zrobieniu herbaty, od której jestem tak bardzo uzależniona. W podzieleniu się ulubioną czekoladą. W uśmiechu na widok prezentu, który zrobiłaś sama, chociaż wiesz, że nie wyszedł idealnie. W słowach: "Dzień dobry kochanie. Wyspałaś się?". W wyręczeniu cię w zmywaniu naczyń. W spojrzeniu, które mówi: "Dla mnie jesteś piękna.", pomimo tego, że ciągle narzekasz, wchodząc na wagę. Kiedy cierpliwie uczy cię czegoś nowego, chociaż tobie to nie wychodzi i wpadasz w ten stan, który może tylko i wyłącznie doprowadzić do kłótni ;) Wtedy kiedy daje ci poprowadzić swoje ukochane auto. Kiedy da ci swoją bluzę, wiedząc, że sam będzie marzł. W każdym pocałunku. W opiece i trosce, gdy jesteś chora. Wtedy kiedy czujesz się bezpieczna i wiesz, że nic ci się złego nie stanie, gdy masz obok siebie jego. We wspólnym gotowaniu. W wygłupianiu się i fałszowaniu do piosenek, kiedy jedziecie autem do domu. W zasypianiu w swoich ramionach. Kiedy potraficie siedzieć koło siebie w milczeniu i zająć się własnymi sprawami. W podnoszeniu na duchu po porażce. Wtedy kiedy jest zmęczony, ale i tak idzie do sklepu, bo właśnie o godzinie 22 zachciało ci się tych konkretnych ciasteczek, których niestety nie ma w domu. W słowach: "Chcę się z tobą zestarzeć".
Gdy po prostu jest obok ciebie. Zawsze.




Miłość jest wszystkim. Możesz dostrzec ją w każdym momencie. Nawet w prostych, codziennych czynnościach. Jest jednym z najpiękniejszych uczuć, dzięki któremu możesz zacząć naprawdę żyć. Tak po prostu. Kiedy się pojawi, nie pytaj po co, dlaczego. Nie szukaj rzeczy, których nie ma, tylko po to, aby doprowadzić do kłótni. Doceń to, co otrzymałeś. Doceń, aby nie zrozumieć za późno, że to była osoba, z którą chciałeś spędzić całe swoje życie.


Miłość cierpliwa jest, 
łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma.
[1 Kor 13, 4-7]




poniedziałek, 27 lutego 2017

Napraw, a nie wyrzucaj!

Wielu z was widziało na pewno na różnych stronach internetowych obrazek, ukazujący dwójkę starszych ludzi trzymających się za ręce, a pod nim tekst: "Spytano parę staruszków, jak wytrzymali ze sobą 50 lat. Odpowiedzieli: Bo widzi Pan, urodziliśmy się w czasach, kiedy jak coś się psuło, to się naprawiało, a nie wyrzucało do kosza". W dzisiejszych czasach gdy tylko przestanie działać nam telefon, laptop, piekarnik, telewizor, biegniemy do sklepu, aby kupić następny. Nie zastanowimy się nad tym, że poprzednia rzecz jest z nami bardzo krótko i moglibyśmy coś w niej najpierw poprawić, usunąć usterkę, zanim wyląduje na dnie kosza na śmieci. Niestety takie zachowanie przenosimy na relacje międzyludzkie i to samo dzieje się w naszych związkach.
Coraz więcej słyszymy o rozwodach, rozstaniach, zdradach. Jeszcze ponad 60 lat temu, według Głównego Urzędu Statystycznego, liczba rozwodów wynosiła 11 tys. Natomiast w 2013 roku było ich już aż 66,1 tys. (36,7 % liczby nowo zawartych małżeństw). Jakie są podawane przyczyny rozpadów małżeństw? Zdrada, niedopasowanie charakterów, problemy finansowe, nadużywanie alkoholu itd. Oczywiście są to często poważne przeszkody, ale czy nie dałoby się nad nimi popracować?
Stojąc przez ołtarzem w Kościele, wypowiadamy między innymi takie oto słowa: "...ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci...". Jak dla mnie jest to pewnego rodzaju obietnica, której nie potrafiłabym nigdy złamać. Wyrazy te nie są bez znaczenia. Niosą ze sobą ogromną moc. To nie jest urozmaicenie ceremonii, ale zobowiązanie wobec drugiej osoby, którą kochamy.
W XXI wieku ludzie idą na łatwiznę. Wolą pozbyć się problemu, zamiast stawić mu czoła, zamiast nauczyć się rozmawiać, słuchać, pomagać. Pokaż drugiej osobie, że jest ona nadal ważna dla ciebie, że może na ciebie liczyć. Nie poddawaj się przy pierwszym napotkanym problemie. Od tego jesteśmy, aby działać razem, pomagać sobie. O wiele łatwiej jest żyć razem, aniżeli w pojedynkę.
Być może niektórzy się oburzą, ponieważ mam dopiero 20 lat, nie mam męża, nic nie wiem o życiu... Ale żyję wśród ludzi, z którymi wiążą mnie różne relacje - miłość, przyjaźń, koleżeństwo, tak jak u każdego z nas. Wiele osób zniknęło z mojego życia, bo "coś się popsuło". Jednak jednej rzeczy nie mogę sobie zarzucić - zawsze starałam się poświęcić czas, siły i naprawić to, co zostało popsute.
Bo warto. Zawsze.

See ya!

sobota, 18 lutego 2017

"Kochajmy marzycieli"

"Wszyscy się w nim zakochamy!" [Stephane Zacharek]
"Mistrzowski, zjawiskowy!" [Richard Lawson]
"Magiczny!" [Todd Vanderwerff]
"Triumf musicalu" [Piotr Dobry]
"Wielki wygrany ostatnich Złotych Globów od piątku w kinach" 
"14 nominacji do Oscarów 2017"

Te hasła "zalały" polski, ale również oczywiście zagraniczny, internet, telewizję, radio. Przechodząc ulicami miasta w wielu miejscach można było dostrzec charakterystyczne plakaty z całującą się parą na tle granatowego nieba. Tak, zgadłeś. Mowa tutaj o filmie "La la land" w reżyserii Damiena Chazelle'a z Ryanem Goslingiem i Emmą Stone w rolach głównych.
Oglądając pierwszy raz zwiastun, pomyślałam: "hmm, to może być dobra produkcja". Jednak im było bliżej premiery, tym coraz więcej słyszałam o "La la land". Niestety filmy, o których mówi się, promuje dosłownie wszędzie, posiadające genialny marketing, mają często jakość niewspółmierną do oczekiwań, jakie pojawiły się u odbiorców. Dlatego też zaczęłam zastanawiać się, czy warto wydać pieniądze na kolejny seans w kinie. Ponadto nigdy nie przepadałam za musicalami, co jeszcze bardziej mnie odrzucało. Jednak w tym tygodniu nie wytrzymałam. Przekonał mnie fakt otrzymania 14 nominacji do Oscarów (w końcu to chyba coś musi znaczyć?) i to, że niestety za chwilę nie będę miała możliwości obejrzenia tejże produkcji na wielkim ekranie. I to była jedna z lepszych decyzji w ostatnim czasie ;)
Siedząc w kinowej sali ze sceptycznym nastawieniem, już po kilku pierwszych minutach czułam, że ten film mnie nie zawiedzie. Wychodząc z seansu, miałam tysiąc przemyśleń, jednak wiedziałam jedno - jestem zachwycona. Fabuła była ciekawa, brak w niej tandety typowej dla przeróżnych "romansideł". Ryan Gosling i Emma Stone jak zwykle mnie nie rozczarowali. Wspaniały soundtrack, który jeszcze długo będę katować na Spotify. I te ujęcia. Każde z nich dopracowane do perfekcji w najmniejszym szczególe. Urzekł mnie również klimat panujący w "La la land" - magia starego Hollywood w nowym wydaniu, styl retro i musical jak sprzed lat. Film ten nominowany jest w wielu kategoriach do Nagrody Akademii Filmowej. Na pewno nie we wszystkich ją otrzyma i też nawet nie powinien, bo z pewnością konkurencyjne dzieła są równie dobre. Jednak jeśli nie zdobędzie w kategorii Najlepszy montaż i Najlepsza muzyka oryginalna, to przestanę tak bacznie śledzić Oscary w przyszłym roku :D
Czy jest to jedynie opowieść o tym, jak młodzi ludzie pragną być ze sobą? Oczywiście, że nie. Po obejrzeniu tego filmu miałam dużo przemyśleń, ale wybrałam dwa najważniejsze wnioski. Po pierwsze: marzenia. Warto je realizować, mimo że wydają się nam czasami niewykonalne i absurdalne. Nawet jeśli tracimy cierpliwość i chęć, dlatego że droga do ich spełnienia jest trudna. Niech będzie, ponieważ gdy osiągniemy cel, będziemy mieć z tego o wiele większą satysfakcję. Po drugie: doceniajmy każdą chwilę, każdy najmniejszy element naszego życia. Zdajmy sobie sprawę z tego, że wszystko co się wydarzyło, ma jakiś sens. Jeden mały ruch, inne plany mogą całkowicie zmienić nasze życie.
You are never given a wish without also being given the power to make it true. ("Każde marzenie dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia.") [Richard Bach]
Pamiętajcie - warto spełniać marzenia. Być może jest to banalne zdanie, ale jakie prawdziwe i nadal ważne.
See ya!

Ozzy Osbourne - Dreamer
https://www.youtube.com/watch?v=LCCiwPEdEpg

Pierwsze koty za płoty!

Cześć! Tutaj Introwertyczna Polonistka ;)
Pewnie spytacie: skąd ten pseudonim? Nie ma w nim nic trudnego, symbolicznego czy tajemniczego. Jestem studentką filologii polskiej, która kiedyś była bardzo cichą, mało rozmowną, spokojną dziewczynką. Teraz jest śmielszą, towarzyską, mającą swoje zdanie 20-letnią kobietą. Jednak nadal pozostała w niej natura introwertyczna, z którą, mimo wielu wad, bardzo dobrze się czuje ;) Na co dzień możecie mnie spotkać z ulubioną książką w ręce oraz kubkiem gorącej herbaty albo zamyśloną z słuchawkami na uszach. Mam romantyczną duszę, która uwielbia czytać wszelkie cytaty, nazywane sarkastycznie przez bliską mi osobę "mądrościami życiowymi" (i tak nadal będę je przeglądać i poszukiwać w książkach, mimo że tego nie lubisz :D). 

Lubię pisać. Zazwyczaj były to różne opowiadania, wiersze, które lądowały na dnie szuflady, aby nigdy nie ujrzały światła dziennego. Jednak często mam różne przemyślenia, którymi chciałabym się podzielić z innymi ludźmi. Oglądając lifestyle'owe kanały na YouTube, czytając kilka blogów, pomyślałam: "Dlaczego nie ja? Dlaczego mam nie spróbować? Może znajdzie się chociaż ta jedna osoba, która będzie miała ochotę poczytać moje wypociny." ;) 

Dlatego tutaj jestem.
I zaczynam moją przygodę z blogiem.
Życzcie mi powodzenia ;) 

See ya!